Recenzja: Harakiri For The Sky – Arson

Jednym z moich ulubionych momentów jest, kiedy Youtube losowo podrzuca mi jakiś kawałek i w ciągu 10 minut odkrywam swoją nową ulubioną rzecz. Tak było z zespołem Harakiri for the Sky – z totalnego randoma zmieniłem się w ich ogromnego fana. Dziś mam przyjemność opowiedzieć wam o ich najnowszym longplayu – “Arson”.

Harakiri for the Sky jest austriacką kapelą post-black metalową, istniejącą od 2011 roku. Podstawowy skład to Michael „JJ” V. Wahntraum (wokal, teksty) oraz Matthias „MS” Sollak (gitara, bas, perkusja). Nagrali cztery albumy długogrające, ostatni wyszedł w 2016 roku. Przełom i prawdziwą popularność kapeli zapewnił im trzeci krążek, “III: Trauma”. Austriacy poszli za ciosem i relatywnie szybko wydają czwarty album – “Arson”.

Post i black metal zdają się być udanym mariażem od lat, a na jej fali powstało sporo popularnych kapel jak Alcest, Deafheaven, King Apathy czy Ghost Bath. Idealnym podsumowaniem brzmienia jakie znajdziemy pośród takich zespołów jest stwierdzenie Michaela Nelsona – “like a Cocteau Twins/Burzum collaborative split”. Choć można wziąć te zdanie za dowód na monotonność gatunku, to jest wręcz na odwrót. Każda kapela “wykuwa” swój charakterystyczny styl, przez co Harakiri for the Sky nigdy nie zostanie porównane do Deafheaven mimo tego że w teorii grają to samo. Co więc wyróżnia HFTS na tle innych kapel?

Najlepszą odpowiedzią będzie zanurzenie się w ten album, a mogę wam obiecać że jeśli jesteście podatni na atmosferyczną muzykę, “Arson” pochłonie was bez chwili zastanowienia. Pierwszy utwór ‘Fire, Walk With Me’ od samego początku pokazuje nam z czym będziemy mieć do czynienia przez cały album. Dostajemy bardzo szybki, dynamiczny, melodyjny kawałek w którym dominują gitary i wokal JJ-a. Drugie skrzypce gra perkusja, której zespół mógł użyć o wiele bardziej niż na poprzednim nagraniu, bo w końcu udało im się za garami posadzić żywą osobę i to nie byle kogo. Partie perkusyjne nagrał Kerim “Krimh” Lechner znany między innymi z Septicflesh czy Decapitated.

Niesamowicie poprawiła się produkcja i brzmienie zespołu. Urok ich drugiego albumu “Aokigahara” polegał m.in. na surowym brzmieniu, ale ten trik nie będzie działać wiecznie. Przy nagrywaniu trzeciej płyty, zespół wszedł już do profesjonalnego studia – to samo miało miejsce przy “Arson”. Płyta brzmi świetnie, każdy instrument ma swoje miejsce w panoramie dźwięku, a przy tego typu muzyce jest to niezwykle ważne.

Wracając do pierwszego utworu – na przestrzeni całego kawałka mamy zaprezentowaną praktycznie całą ideę grania zespołu. Jeden instrument zaczynający utwór i będące jego “rdzeniem”, głównym motywem, który jest stopniowo uzupełniany przez wokale i resztę instrumentarium tworząc solidny, spójny utwór. Jeśli sięgnięcie po pierwszy singiel ‘You Are The Scars’ zauważycie podobny “algorytm”. Oczywiście każdy utwór wyróżnia się na swój sposób, czy to tempem czy melodią. Jeśli jesteście fanami gatunku to z pewnością zauważyliście że sporo utworów wprowadza niesamowite melodie jednocześnie ich nie rozwijając. Matthias Sollak robi dokładnie odwrotnie – pisze przepiękne linie melodyczne, wiedząc kiedy może pozwolić na ich powtórzenie, kiedy rozwinąć zaprezentowany temat, kiedy zmienić tempo czy też wprowadzić kolejny instrument. Wszystko to powoduje że otrzymujemy materiał który przyciąga nas od pierwszej do ostatniej sekundy, nie dając ani jednego powodu by stwierdzić “meh, nudne”.

Na osobną pochwałę zasługuje wokal JJ.-a. Nie umiem inaczej nazwać jego screamów i growli jak niesamowite. Agonalne, pełne desperacji i gniewu krzyki, które fantastycznie komponują się a tak atmosferyczną i głęboką muzyką. Mam zarzut jedynie co do żeńskiego wokalu w ostatnim utworze ‘Manifesto’, który zupełnie mi nie pasuje do muzyki HFTS. Jak się dowiedziałem z wywiadu, który będziecie mieli przyjemność przeczytać – był to swego rodzaju eksperyment, więc mam nadzieję, że więcej go już nie doświadczymy.

Podsumowując, “Arson” to bogata, piękna, fantastyczna płyta, pełna niesamowitej atmosfery, brzmienia które porywa słuchacza od samego początku. Jeśli cenisz sobie muzykę emocjonalną, depresyjną, pełną agonalnych wokali, atmosfery a jednocześnie wierzysz że taka muzyka niekoniecznie musi być smętna, ta płyta jest dla Ciebie.

PS W limitowanym wydaniu “Arson” oprócz wszystkich dobroci otrzymać można również piękną zapalniczkę – świetny pomysł na korelacje “merchu” z tytułem nagrania, szanuję.

Stanisław Gacki