Recenzja: The Sky Is – Télépathie

Post-rock/metal i wszelkie jego pochodne są gatunkiem moim zdaniem niezwykle trudnym jeśli chce się do nich przekonać słuchaczy. Pomijając już sam aspekt tego, jak “męcząca” potrafi być ta muzyka – po usłyszeniu pewnej liczbie kapel ma się wrażenie że wszystko już się słyszało. Tak jest w moim przypadku, a raczej było do momentu w którym otrzymałem do rąk “Télépathie” zespołu The Sky Is.

Kapela istnieje od 2011 roku, a do dzisiaj wydali zaledwie dwie EP-ki. Zespół przechodził rotacje składu, których finalny efekt doprowadził do nagrania tej płyty. Co grają? Trudno jednoznacznie ocenić. Z jednej strony jest to na pewno post-rock, ale nie taki jak usłyszycie w Mono czy Wang Wen, a zmierzający bardziej w stronę stonera/doomu, z mocno metalowym zacięciem. Wiem że brzmi to jak dziennikarski bełkot ale naprawdę trudno mi znaleźć lepsze słowa.

Album składa się z 5 utworów i trwa niecałe 30 minut. Dość krótko biorąc pod uwagę standardową długość “post-rzeczy”, ale nie zrażajcie się – chłopaki fundują nam 30 minutową ucztę muzyczną, której nie powstydziłby się niejeden pełnograj.

Cały album jest czysto instrumentalny – dość charakterystyczne dla post-rocka, w którym rzadko kiedy natkniemy się na wokale. Biorąc do ręki płytę z metką post-rock oczekujemy bogatej melodyki, ścian dźwięku, zmiennego tempa nie wchodzącego jednak w prędkość perkusji Inferno. Moim ulubionym określeniem jest “malowanie muzycznych pejzaży” – nic super skonkretyzowanego, jednak namacalnie atmosferycznego. Ciężko to słowami opisać, ale powinniście mniej więcej wiedzieć o co mi chodzi. Jak to jest w przypadku The Sky Is? Jest, proszę szanownych państwa, fantastycznie.

Wstęp do albumu od razu chwyta nas dynamiczną perkusją i wchodzącymi po niej riffami, które dopiero po paru chwilach wyciszają się i zwalniają, by potem zaskoczyć nas jeszcze raz swoim tempem. Nie jest to jednak szybka młócka. Przejścia między partiami wolnymi a szybszymi (gdzie obie pobrzmiewają doomowo) idealnie oddaje tytuł utworu – ‘Entagled’, oznaczające kwantowe splątanie, czyli stan, który w fizyce stanowi fazę, w której cały układ jest lepiej opisywalny niż jego składowe. Tak też dzieje się w tym utworze – części składowe odseparowane od siebie nie brzmiałyby tak zachwycająco.

W kolejnym utworze zespół serwuje patent, który uwielbiam w takiej muzyce. ‘Kudzu’ otwiera melodia jakby wyciągnięta z ‘Entagled’, spajając oba utwory w logiczną całość. Spójność i korelacja są mianownikiem wspólnym wszystkich utworów na tej EPce. ‘Kudzu’ w mniej więcej połowie ma moment, w którym riffy stanowią tło dla bardzo specyficznie brzmiącej melodii – nienaturalnie wysoka linia melodyczna, wręcz dysharmoniczna, wprowadzająca element niepokoju. Niemniej dominującym aspektem na tej płycie wciąż będą (bardzo dobre) stonerowo-doomowe riffy. Trudno mi nie kojarzyć nagrania z jedną z moich ulubionych kapel postowych – Buried Inside (serdecznie polecam, szczególnie płytę “Spoils of Failure”). Nie dość że ze strony kompozycyjnej mamy do czynienia ze świetną robotą, to drugie tyle jest zasługą fantastycznej produkcji. Jak na EPkę dość niszowego zespołu brzmi to niewiarygodnie wręcz profesjonalnie.

Zespół zaserwował nam bardzo dobry, ciężki, atmosferyczny materiał, który spokojnie można puścić w pętli, całkowicie oddając się jego brzmieniu. Jeśli lubisz melodykę post-rocka z cięższymi brzmieniami tak jak np. w Cult of Luna, Buried Inside, Isis czy Rosetta, a masz też ochotę na powiew świeżości (w postaci elementów stonerowo-doomowych) w obrębie tych brzmień – koniecznie sprawdź ten album. Kapela pokazała że można brzmieć w nowatorski sposób korzystając z znanych nam już motywów. Dostaliśmy rodzimy post-rock o światowej klasie, więc wstyd byłoby się z nim nie zapoznać.

Stanisław Gacki

Comments

comments