Przegląd najciekawszych (subiektywnie) premier płytowych: 16-22 X 2017

Wracamy z przeglądem premier płytowych. Ponieważ Michał zajmuje się serią z singlami naszym jutubie, przeglądem premier w formie pisemnej będę się na razie zajmował sam. Pamiętajcie, jeśli macie jakieś propozycje, uważacie, że jakieś wydawnictwo zasługuje na szczególną uwagę, lub jakiejś płyty wam zabrakło – dawajcie znać. Wiecie, gdzie nas znaleźć. A teraz przejdźmy do rzeczy. Kolejność prawie przypadkowa.

Piotr

Vuur – „In This Moment We Are Free – Cities”

Gatunek: prog feel good metal ze śmieszną nazwą, vuur jak wór, czaicie? : DD

Anneke van Giersbergern  wielką wokalistką jest. Czy to – za dawnych dziejów – w The Gathering, czy przy licznych występach gościnnych, czy przy jej projektach solowych – jaka muzyka by jej nie towarzyszyła, głos samej Anneke zachwyca, topi serca, gra na strunach duszy i tak dalej. W grudniu zeszłego roku artystka ogłosiła, że udało jej się skleić nowy zespół – rzeczony Vuur. I chociaż patrząc na foto promocyjne krzywię się na schemat „zoba, jesteśmy groźni metalowcy, ale na wokalu mamy babe ubrano w skure, dej pinionszka”, to Vuur dostarcza muzykę tak przebojową i mimo swojej umownej progresywności – piosenkową – że prawie można im to foto wybaczyć.

Zobacz promocyjną fotę o TUTAJ!

 

Sons of Apollo – „Psychotic Symphony”

Gatunek: prog metal

Z podobnym miksem prog metalu i piosenkowości mamy do czynienia w przypadku debiutanckiej płyty Sons of Apollo, czyli kolejnej-supergrupy-zawierającej-Mike’a-Portnoya. I jak jest? A właśnie, że fajnie jest. Czy to za sprawą ogarniętych kolegów (D. Sherinian, B. Sheehan), czy po prostu przez Niepodważalne Prawa Statystyki, Portnoyowi udało się wreszcie nagrać płytę nietrącącą kompleksami, pełną hitów i dobrze przyswajalną. Niech żyją Synowie Apollina! – przynajmniej tak długo, jak Portnoy nie założy kolejnego zespołu.

Zobacz, dwugryfowy bas!

 

J.D. Overdrive – „Wendigo”

Gatunek: bękart stonera i southernu podlany Jackiem Danielsem

Jedyny polski akcent w dzisiejszym zestawieniu. Nie będę się jednak za bardzo rozpisywać, bo już w przyszłym tygodniu wjedzie na YT recenzja tego materiału – zdradzę więc jedynie, że jak na tak przerażającą  i nieustępliwą bestię jak Wendigo, zaskakująco dużo na tym krążku rock and rolla. Zębów jednak nie brakuje.

Jeśli chcesz się pozastanawiać razem ze mną, dlaczego chłopaki wybrali tak paskudną okładkę – kliknij TUTAJ.

 

 

Amenra – „Mass VI”

Gatunek: post metal

Jeśli chodzi o post metal, zaliczam się chyba do grona najmniej wymagających słuchaczy. I nie chodzi nawet o to, że jakoś fanatycznie wielbię ten gatunek. Słyszałem wiele narzekań na tę płytę, że wtórne, że nudy na pudy, że to już było i w ogóle kiedyś był post metal a teraz nie ma post metalu – mi się mimo to podoba. Jest trans, są przygniatające, walcujące (jak walec drogowy, nie wiedeński) riffy, nie brakuje onirycznych pejzaży dźwiękowych… No, idealna muzyka do zasypiania :^)

Jeśli chcesz zobaczyć najsmutniejszego łabędzia na świecie w powiększeniu – kliknij TUTAJ :'(

 

Sorcerer – „The Crowning of the Fire King”

Gatunek: heavy/ doom

To jest dopiero zaskoczenie, jak widzisz ten paskudny artwork, czytasz, że zespół CZAROWNIK wydaje właśnie płytę „KORONACJA KRÓLA OGNIA”, w dodatku wydaje to Metal Blade, klikasz „Play” i – zupełnie wbrew oczekiwaniom – słyszysz zajebisty heavy metal. Potem doczytujesz, że panowie łupali coś już w latach 80′ i są ze Szwecji i wszystko zaczyna nabierać sensu. Jak lubicie Candlemass i pochodne – wjeżdżajcie śmiało.

LUCIFEEEEER! HE WILL COME FOR ALL OF US!!!

 

 

Yellow Eyes – „Immerssion Trench Reverie”

Gatunek: black metal

Najlepsze na koniec. Yellow Eyes są moim zdaniem jednym z najciekawszych przedstawicieli nowoczesnego, amerykańskiego black metalu. Z wyjątkową wrażliwością przelewają na płyty emocje, operując przy tym oryginalnym brzmieniem łączącym dziwną elegancję i melancholię z surowością i intensywnością gatunku. Przygniatają bodźcami, przywiązując jednak ogromną uwagę do subtelnych detali. Nie inaczej jest z „ITR”.  Na najnowszym albumie zaklinają w  metalowe dźwięki syberyjskie wioski, wyjące do wiatru psy i mroźną tajgę, ale przede wszystkim człowieka i jego emocje.

By doznać pełnej immersji – udaj się TUTAJ.

 

Comments

comments