Przegląd (subiektywnie) najciekawszych premier płytowych: 29 V – 4 VI 2017

 

Piotr

Dajcie burzę, zabierzcie upał. Błagam.

*

Vallenfyre – Fear Those Who Fear Him

Gatunek: death/ doom metal (?)

Jak brzmiałaby wypadkowa Celtic Frost, thrash metalu i cięższego oblicza Paradise Lost? Chyba właśnie mniej-więcej tak. Trzeci krążek Anglików może i nie otwiera nowego rozdziału w twórczości zespołu, ale też nie ustępuje poziomem dwóm poprzednim i z pewnością umocni pozycję Vallenfyre na scenie. Jest brud, surowizna i ciężar, a najlepiej zespół wypada przy miażdżących, toczących się walcach. „I play a dismal game/ To suffer them again/ The words pour out in vain/ An apathetic grave” ryczy Gregor Mackintosh w jednym z kawałków. Czyli płyta w sam raz na taki piękny początek lata.

Zabij swoich panów klikając TUTAJ

*

Mutoid Man – War Moans

Gatunek: petarda i tyle

Nie wiem, od jakiego czasu  tydzień w tydzień graliśmy kolejne single Mutoid Man w naszej audycji. Długo. Za długo? To nie ten rodzaj muzyki. Magia tria Brodsky – Koller – Cageo nie pozwala nudzić się nawet przez chwilę, nieprzerwanie dostarczając słuchaczowi w 100% wybuchowej energii. Riffy pędzą na złamanie karku napędzane charczącym basem i bujającą perkusją, a my przestajemy się zastanawiać, ile w tym punka, rock n rolla, czy hardcore’u, tylko cieszymy się rewelacyjnymi piosenkami. Formuła z „Helium Head” lub „Bleeder” została więc zachowana, tym razem jest jednak agresywniej, mroczniej i z większym napięciem.

A TUTAJ możesz kliknąć, żeby posłuchać całej płyty i razem ze mną powkurzać się na feata Chelsea Wolfe, którego nie ma.

Obelyskkh – The Providence

Gatunek: doom/ sludge

W koptyjskich manuskryptach istnieją zapisane ludzką krwią wersety głoszące, że za każdym razem, kiedy dorzucasz do nazwy zespołu dodatkowe „h” lub dublujesz niepotrzebnie spółgłoski, Azathoth gra na swojej przeklętej fletni i wypuszcza na świat z Wiru Chaosu kolejny tribute band AC/DC. Niemcom z Obelyskkh można jednak wybaczyć. Na swoim czwartym długograju mniej mają psychodelicznych odjazdów, więcej zaś jest tutaj ciężaru i groove’u. Nie jest to pod żadnym pozorem muzyka odkrywcza czy specjalnie świeża, ale chyba nie ma być. Ma sprawiać, że czujesz klimat taki, jak na okładce po prawej. I na tym polu sprawdza się znakomicie.

Oddaj cześć Obeliskowi TUTAJ.

Michał

Słoneczko nawet spoko. Lubię.

*

Mutoid Man – War Moans

Gatunek: bziuuutadatadatadatatatatattadaa

Było w przeciągu ostatniego roku lub dwóch kilka takich albumów na których premierę czekałem na skraju fotela. Niewiele z nich sprawiło że z niego spadłem. Mutoid Man w końcu do tego doprowadzili. Jak na razie stawiam „War Moans” na równi z „Bleeder”. Jest to album petarda, no.

Elder – Reflections Of A Floating World

 

 

O co chodzi? Sprawdź tutaj, a ostatni Elder słuchaj tutaj

Comments

comments