Przegląd (subiektywnie) najciekawszych premier płytowych: 13 – 19 III 2017

Michał 

Pierwsza wolna sobota od długiego czasu to dziwne zjawisko. Z powodu prac modernizacyjnych, które trwały w ostatni weekend, byliśmy zmuszeni odwołać 20. w tym sezonie odsłonę Metalurgii. Nie ma jednak tego złego. Nadmiar wolnego czasu zaowocował poszukiwaniem nowej muzyki i nadrobieniem zaległości, w tym również filmowych. Sprawdziłem na własne oczy, czy legenda o „Smoleńsku” i „Batman i Robin” jest prawdziwa i czy rzeczywiście są taki złe jak się mówi. Otóż są. Na szczęście muzycznych ekwiwalentów obu filmów nie udało mi się znaleźć wśród ostatnich premier.

 Forming The Void – „Relic”

Gatunek:  progresywny rock/stoner/doom/groove

Wyobraźcie sobie zespół założony przez Johna Dyera Baizley, Scotta Kelly i Troya Sandersa. Mogliby zabrzmieć podobnie jak ostatni album Forming The Void. Jednak to i tak spore uproszczenie. Na „Relic” gęsto jest od nie tylko atmosfery, ale również różnego rodzaju inspiracji. Dla przykładu, solówkowa gitara w otwierającym krążek ‚Afterearth’ przypomina to co mogliśmy usłyszeć na przedostatnim albumie Paradise Lost. Zapewne każdy odnajdzie na „Relic” nieco inne ścieżki i inspiracje. Ja w niej znajduję nieco przebojowości znanej z ostatnich albumów Mastodon, ciężar Neurosis i wokale wzorowane na Baroness. Co znajdziecie tam wy, może być zupełnie czymś innym.

Zrób unboxing „Relic” tutaj

Mothership – „High Strangeness”

Gatunek: stoner rock/metal

Wydawać by się mogło, że okładki z rysunkami półnagich lasek siedzących na tronie, pod którym leżą czaszki to już relikt lat 90 i okładek książek fantasy trzecioligowych pismaków. Jednak jak się okazuje, moda ta może wrócić wdzierając w sferę muzyki stonerowej. Czy „High Strangeness” jest odosobnionym przypadkiem, tego nie wiem, ale mimo wszystko wzbudza uśmieszek zażenowania. Muzycznie jest jednak zdecydowanie lepiej. Grupa stoi w rozkroku pomiędzy stonerem a klasycznym rockiem. Jednym słowem – pozycja warta sprawdzenie, jeśli jesteś fanem vintage w muzyce. Albo półnagich lasek na tronach.

Vintage nie vintage, warto posłuchać tutaj

Hyborian – „Hyborian: Volume I”

Gatunek: sludge/stoner metal

Prześladuje mnie ten Mastodon. To już drugi album na tej liście, na którym da się wyczuć wpływy tej grupy. Jakby się postarać, to pewnie i na Mothership by się znalazły. Może to przez zbliżającą się premierę „Emperor of Sand”. Na debiucie Hyborian brzmi jak doświadczony zespół, zarówno pod względem aranżu jak i brzmienia. W porównaniu z Forming The Void, jest jednak zdecydowanie szybciej i kosmicznie. Inspiracje Mastodon sięgają nieco dalej bo do czasów „Crack The Skye”, a do stawki warto jeszcze doliczyć High On Fire.

Dobra to mieszanka, uwierz i sprawdź tutaj

Loathfinder – ‚Genetic Gloom’ (singiel)

Gatunek: black metal/doom

Ciężar doom metalu + smoła black metalu. Jestem na tak, więcej poproszę.

Więcej info o Loathfiner znajdziesz tutaj

Piotr

Mogłem tu napisać różne rzeczy, ale kogo będę oszukiwać – premiery premierami, ale przede wszystkim czekam na nowego Mastodona. Jednak oczekiwanie to zostało znacznie uprzyjemnione dzięki pewnemu zespołowi z Niderlandów – więcej o tym niżej. A nawet dwóch zespołów – maniakalnie zasłuchuję się też w DOOL, który polecaliśmy wam już jakiś czas temu. Wziąłem się też w końcu za „The Wire” – póki co jestem dopiero po pierwszym sezonie, ale już wiem, że jest to najlepsza rzecz, jaką stworzyła telewizja. Z nowszych seriali – dalej śledzę „Legion”, choć coraz bardziej mam wrażenie, że fabuła jest jedynie dla twórców pretekstem dla zjawiskowej formy.

 

Dodecahedron – „Kwintessens”

Gatunek: black metal

Powiedzieć, że gdyby Mikko Aspa zamiast bluźnierstwem, diabłem i pornografią, interesowałby się geometrią i Platonem, to DSO brzmiałoby jak ostatni album Holendrów z Dodecahedron – to pewnie znaczące nadużycie. A jednak coś w tym jest. „Kwintessens” to album pełen szaleństwa, opętany, ale i cudownie uporządkowany. Kapitalny wykonawczo, prezentujący rzemiosło najwyższej próby, a zarazem nie tracący duszy. Piękny, majestatyczny, niezrozumiały, straszny. Po prostu wow.

Kliknij TUTAJ.

 

Harvest Gulgatha – „Altars of Devotion”

Gatunek: black/ death metal

Patrzysz na okładkę i wszystko jasne, to jeden z tych albumów. Jest brutalnie, obskurnie, trzeszcząco i prymitywnie. Można się gimnastykować i wymyślać jakieś łatki typu „old school vintage blackened occult death metal”. Albo po prostu muzyka, która robi „bdżżżżżż”. Ale głośno to robi i dobrze.

 

Tutaj znajdziesz zejście do krypty.

 

Stolas – „Stolas”

Gatunek: stolas

Core’owa werwa i groove, math metalowa precyzja, świetny groove i przebojowość – tak można pokrótce scharakteryzować muzykę Stolas. Ich trzeci album to swoisty sprawdzian – szeregi grupy opuścił wokalista-gitarzysta Jason Welche. Jak się okazuje, zespół świetnie radzi sobie jako trio.

Posłuchaj TUTAJ. I pamiętaj, uważaj, kto ci polewa.

Comments

comments