Cyprian Łakomy (In Twilight’s Embrace): „Gdyby nie punk nie byłoby Venom, Motorhead i pierwszej fali black metalu”

Michałowi udało się przy okazji Do Piachu Tour porozmawiać z Cyprianem Łakomym, człowiekiem, który zajmuje się muzyką zarówno o niej pisząc, jak i od strony praktycznej, frontmanując death metalowej hordzie In Twilight’s Embrace, najbardziej szwedzkiemu z polskich zespołów. Wywiad dostępny jest zarówno jako audio na YouTube, gdzie znalazły się najciekawsze fragmenty rozmowy, jak i w formie transkrypcji całości poniżej.

METALURGIA (Michał Smoll): Wydaliście w tym roku EP-kę. Rozmawiając z różnymi zespołami zauważyłem, że różnie podchodzą do EP-ek. Dla jednych są to checkpointy, znaki przystankowy podczas gdy dla innych jest to możliwość przetestowania nowych rzeczy w ich muzyce, poeksperymentowania, zobaczenia jak to się sprawdza. Jak to jest w waszym przypadku, jak wy traktujecie EP-ki i to konkretne wydawnictwo?

Cyprian Łakomy: Zacząłbym od tego, że to jest właściwie nasza pierwsza EP-ka z prawdziwego zdarzenia. Nie chcemy jej traktować jako poligon do jakichś dziwacznych doświadczeń. Jest to zapis utworów, które powstały w trakcie sesji nagraniowej „The Grim Muse”, jednak już w trakcie pracy nad materiałem stało się jasne, że te numery nie znajdą się na finalnej wersji płyty. Nie dlatego, że są słabe, złe, chujowe, ale dlatego, że są po prostu trochę inne. Tam jest trochę inna dynamika, nieco inny charakter kompozycji. Jeśli zaś chodzi o eksperymenty to wydaje mi się, że jedynym takim momentem na tej EP-ce jest cover Armii, na który się zdecydowaliśmy.

Chciałbym nawiązać do wspomnianego coveru Armii. Jest to dosyć nieoczywisty wybór: zespół grający bluźnierczą muzykę coveruje zespół uznawany za chrześcijański. Dlaczego właśnie Armia?

Może właśnie po to, żeby pomieszać tropy. Chciałbym zaznaczyć, że album „Legenda”, z którego pochodzi „Opowieść Zimowa” nie jest albumem wyraźnie przesiąkniętym ducha chrześcijaństwa – o ile wiem, autorzy tego albumu byli wówczas pod silnym wpływem nauki gnostyckiej. To, że poszli później w stronę chrześcijaństwa, tego typu duchowości to jest ich indywidualny wybór, który w pewien sposób szanuję, jednak niekoniecznie muszę się z nim zgadzać i wszystkie te wartości podzielać. Natomiast absolutnie to szanuję. Co więcej, wydaje mi się, że w przypadku takich zespołów jak Armia bycie w ideologicznej kontrze do, nazwę to, choć nienawidzę tego określenia, „mainstreamem ciężkiego grania”, jest czymś ciekawym, czymś wyróżniającym ten zespół. Za to, że nie boją się wyraźnie kanalizować tych treści, w które prawdopodobnie głęboko wierzą, tylko i wyłącznie szacunek.

Wy nagraliście cover Armii, Behemoth nagrał cover Siekiery. Jak myślisz, co sprawia, że w tym konkretnym momencie zespoły metalowe decydują się na coverowanie raczej nieoczywistych dla nich zespołów: kapel punkowych, hardcore’owych z ubiegłego stulecia?

Po pierwsze, wydaje mi się, że ten cały nasz dzisiejszy metal, jak szybki, skomplikowany i techniczny by nie był, bez punka by po prostu nie istniał. Nie byłoby płyt Venom gdyby nie punk rock, nie byłoby, podejrzewam, dużej części płyt Motorhead, wreszcie nie byłoby całej pierwszej fali black metalu, gdyby nie muzyka punk rockowa. Więcmożna to po części postrzegać jako nasz hołd dla dorobku muzyki sceny punkowej, hc punkowej. Po drugie, przytoczyłeś tutaj fajny przykład „Ludzi Wschodu”, których zcoverował Behemoth, to są po prostu świetne płyty. Zarówno Siekiera jak i dwie pierwsze płyty Armii to jest absolutny kanon i coś, z czego możemy być dumni, jeśli chodzi o naszą rodzimą scenę. To są po prostu wyjątkowe płyty, nikt nie grał w ten sposób. Zdziwiło mnie też, że nikt ze sceny metalowej tych utworów wcześniej nie coverował, stąd też ten wybór.

Są zespoły, które coverują zespoły z przeszłości, ale są też takie, które próbują je w pewien sposób naśladować. Właśnie słuchając waszej wersji „Opowieści Zimowej” słyszałem momentami – choć być może jest to tylko takie moje skrzywienie – brzmienie podobne do choćby Kvelertak. Jaki jest twój stosunek do tych zespołów próbujących na nowo odkryć to retro brzmienie, kojarzone raczej z zespołami z lat 90′, 80′ a nawet wcześniejszymi?

Jeśli chodzi o zespół Kvelertak to faktycznie bardzo ich lubię, ale nie doszukiwałbym się tutaj jakichś analogii między tym co oni robią, a naszą interpretacją tego utworu Armii. Ich działalność uważam za jak najbardziej pozytywną, fajnie, że zespoły, które hołdują czysto rock n’ rollowej tradycji nadal mają szansę przebić się i dotrzeć do szerszej publiczności. Taki Kvelertak to jest zespół z absolutnymi osiągnięciami nawet w sferze komercyjnej. To jest bardzo krzepiące, że są jeszcze takie wyjątki w cięższej muzyce, które docierają do szerszego audytorium.

Jak myślisz, co jest tego powodem? Czy to przez to, że współczesna muzyka brzmi plastikowo i jest to przeciwstawienie się tej sztuczności na rzecz surowszego brzmienia z ubiegłego wieku?

W ogóle mamy chyba do czynienia z szerszym zjawiskiem powrotu do tradycyjnych form tworzenia muzyki, do bardziej tradycyjnej produkcji i brzmienia. Wiele zespołów używa tutaj modnego terminu „organiczne brzmienie”. Jakiekolwiek by ono nie było, mnie to bardzo cieszy, bo gdzieś w tej pogodni za nowymi technologiami, nowymi zabawkami i pierdołami technicznymi uciekł z tej muzyki pewien autentyzm, pierwotna energia i surowość, która zawsze stanowiła nie tylko o sile metalu ale wydaje mi się, że rock and rolla w ogóle. Moje zdanie na ten temat jest jak najbardziej pozytywne i wydaje mi się, ze to jest dobry kurs, który powinien być utrzymywany. W ostatnim dziesięcioleciu czy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat parokrotnie miałem okazję skonfrontować to jak cudownie wyprodukowany i nowocześnie brzmiący na płycie zespół brzmi na żywo i to po prostu nie miało rąk i nóg. Więc im bliżej takiego koncertowego ideału będzie w studiu tym lepiej i bardziej prawdziwe to wszystko będzie.

W pewnym momencie zmieniliście brzmienie, powiedziałbym, bardziej odnoszące się do tych klasycznych już zespołów choćby ze Szwecji. Nie macie jeszcze potrzeby przemierzenia kolejnych rejonów, spróbowania jeszcze czegoś innego?

Wydaje mi się, że cały czas mamy takie potrzeby. Nikt nie chce specjalnie stać w miejscu, ważne jest aby rozwijać się na płaszczyźnie kompozycyjnej, na płaszczyźnie inspiracji, tego, w którym kierunku to wszystko ma iść. Czasem można mieć bardzo precyzyjny plan, a czasami warto po prostu pójść na żywioł i rzucić się w nieznane. Wydaje mi się, że może tak być po części w przypadku utworów, nad którymi obecnie pracujemy. Wciąż zawierają pewne klasyczne komponenty naszego brzmienia, ale to wszystko idzie trochę w inną stronę. Jaką? Nie chcę doprecyzowywać, bo równie dobrze mogę za dwa miesiące powiedzieć coś zupełnie innego, to się wszystko jeszcze krystalizuje. Mogę jednak już teraz powiedzieć, że będzie trochę inaczej.

Mówi się o waszej muzyce, jako najbardziej szwedzkim polskim zespole. Jednak słuchając waszych ostatnich dokonań mam wrażenie, że jest to stwierdzenie krzywdzące, ponieważ nie tylko szwedzkich inspiracji mozna się w waszych utworach doszukać. Co moglibyście wymienić jako inspiracje, może nie koniecznie konkretne zespoły, ale też na przykład jakie kraje mógłbyś wymienić jako inspiracje również dla waszych najnowszych utworów, nad którymi obecnie pracujecie?

Ja nie chcę tutaj posługiwać się jakimiś konkretnymi nazwami. W ogóle wydaje mi się, że największym sukcesem tego procesu twórczego, w trakcie którego się teraz znajdujemy, jest to, że nie potrzebujemy już teraz takich konkretnych odnośników w postaci konkretnego zespołu, płyty, sceny. Wiadomo, że na przestrzeni trzech płyt, które wydaliśmy wyrobiliśmy w sobie pewne nawyki muzyczne, które na tym etapie trudno będzie przezwyciężyć i zmienić o 180 stopni. Cieszy nas to, że to nie jest zamknięta formuła, że cały czas jest miejsce na nowe brzmienie, nową dynamikę, nowe rozwiązania. Czas pokaże, co to będzie dokładnie. Mogę powiedzieć za siebie, że dzisiaj tego szwedzkiego grania w tradycyjnym tego terminu znaczeniu, słucham coraz mniej. Mam to na co dzień w tym, co robimy w naszym zespole, nasłuchałem się tego też przez lata, to są nasze pewne podstawowe inspiracje. Dzisiaj słucham naprawdę różnej muzyki, ostatnio słucham ostatniej płyty Okkultocrati „Raspberry Dawn”, nowego albumu Urfaust „Empty Space Meditation”, słucham też kompletnie niemetalowych rzeczy, bo też nie samym metalem człowiek żyje – warto sobie dać raz na jakiś czas trochę oddechu i spojrzeć na to, co się robi z trochę innej perspektywy.

Dlaczego ta trasa nazywa się Do Piachu?

Mamy listopad, wszystko dookoła umiera. Była też alternatywna nazwa, „We Wapno”, to jest taki nasz i w pewnych kręgach bardzo często używany tekst w przypadku, kiedy coś nam się nie podoba. Jednak racji tego, że już został w pewien sposób zagospodarowany stwierdziliśmy, że trzeba nadać tej trasie bardziej indywidualny rys – stąd „Do Piachu”. Listopad, jak wiadomo, kojarzy się z odwiedzinami nagrobków, wspominaniem tych, którzy odeszli i nie do końca fajnymi uczuciami. To taki okres w roku, kiedy jest coraz gorzej, coraz mniej chce się żyć. Jakby ująć te wszystkie negatywne i melancholijne emocje jedną frazą, to to, co się ciśnie na usta to „Do Piachu!” właśnie.

Nawiązując do tych negatywnych emocji – jakie były najgorsze albumy, które w tym roku słyszałeś?

To jest dobre pytanie. Chyba nie słyszałem ich strasznie dużo. Nie chcę ferować tutaj wyroków, bo pewnie kupię nową płytę Metalliki i posłucham. Czy to będzie dobra płyta? Tak słuchałem tych trzech kawałków, które wrzucili do netu i chyba mam pewne obawy. Nie no, nic mnie jakoś szczególnie w tym roku nie zażenowało, wolę mówić o dobrych rzeczach, bo ich w 2016 wychodzi sporo. Mamy cholernie fajną jesień, nawet jeśli chodzi o samo metalowe poletko. Jest nowa płyta Ulcerate, jest wspomniany przeze mnie Urfaust, jest Okkultokrati, zaraz wychodzi nowy album Bolzer. To są rzeczy, których ostatnio dosyć dużo słucham i fajnie widać, że te wszystkie zespoły jakoś się rozwijają i dalej kroczą swoją ścieżką, jakby nie było – bardzo indywidualną.

Czyli mimo tego jesiennego pesymizmu dzieje się dużo dobrego?

Jesień to jest paradoksalnie czas zalewu premier płytowych, za którymi trudno nadążyć. O właśnie, wypadła mi z głowy na przykład ostatnia płyta Neurosis. To też jest jedno z dużych wydarzeń tego roku, nawet jeśli wymyślili ją i nagrali w kilka dni. Październik i listopad to zawsze było natrzęsienie premier nawet na poziomie zwykłego słuchacza bardzo trudno za tym nadążyć. Mimo wszystko próbuję, bo wciąż jestem głodny inspiracji, wciąż staram się też pokazywać te rzeczy chłopakom z zespołu, niekoniecznie po to, żeby podpatrzeć coś w skali 1:1, ale żeby spojrzeć na to co się robi z trochę innej perspektywy.

Masz coś do dodania na koniec?

<odgłos odkapslowywanej butelki> Pijcie alkohol i nie wierzcie w Pana Jezusa.

Comments

comments