Przypadek smutnego Nicka Cave’a

Korzystając ostatnio z chwili wolnego czasu zabrałem się w końcu za „20 000 dni na Ziemi”. Dla niewtajemniczonych : jest do dokument o 20 000 dniu Nicka Cave’a na tym łez padole. Chociaż czy można to nazwać dokumentem…

Przez cały czas trwania seansu nie mogłem odeprzeć wrażenia, że jestem tylko marionetką w rękach muzyka i reżyserów całego dzieła: Jane Pollard i Iaina Forsytha. Widz ogląda takiego Nicka, jakiego Nick chce wykreować. Jest autoironiczny, obala tabu. Jest jednocześnie Bogiem, Jezusem i Duchem Świętym, ale też diabłem, manipulatorem i narcyzem. A może jest taki naprawdę? W 20 000 dniu jego życia odbywamy wraz z nim podróż nie w przeszłość, a w teraźniejszość. W to kim jest Nick Cave, czyli w skrócie gwiazdą rocka pogodzoną ze światem. Widzimy migawki z koncertów na których tańczy, skacze, łapie za ręce fanów będących w stanie ekstazy, by praktycznie niemal ze sceny przejść się do domu i w towarzystwie synów obejrzeć „Człowieka z blizną” zajadając się pizzą i cytując niezapomnianą scenę z tego obrazu.

Czerpałem przyjemność z każdego momentu „20 000 dni na Ziemi”. Nawet jeśli film sprzedał mi skrzywiony obraz Cave’a, to mógłbym żyć w tej ułudzie. Czy nie jest tak ze wszystkimi „rockowymi bogami”? Żyjemy w przeświadczeniu że są właśnie tymi bogami i nie chcemy żeby ktoś albo coś zburzyło nasze postrzeganie.

20k-days_pizza

Gdy zaraz po seansie postanowiłem że odsłucham w końcu „Skeleton Tree”, które od jakiegoś czasu czekało i domagało się uwagi, już od pierwszych sekund usłyszałem zupełnie innego człowieka. Ostatni album Nicka nie należał do najweselszych, miał jednak kilka jaśniejszych punktów. Jednak „Skeleton Tree” to od początku do końca przygnębiająca historia. Nie ma co się dziwić biorąc pod uwagę tragiczną sytuację, która przydarzyła się muzykowi i jego rodzinie w ubiegłym roku. W wielu miejscach jest to dzieło oszczędne w środkach, co nie zmienia faktu, że jest przy tym autentyczne. Cave melorecytuje, lamentuje, zawodzi, płacze i jest w tym w stu procentach szczery. Nie jest już tym pogodzonym z życiem rockmanem. Jest pogrążonym w głębokiej żałobie ojcem, którego dojmujący smutek rozdziera serce. Mimo że jest to album tak bardzo osobisty, to czujemy się jakbyśmy byli częścią życia Nicka.

Żeby nie było tak ponuro, na koniec zostawię was z zadziornym i punkowym Nickiem. Do usłyszenia!

Comments

comments